środa, 17 lutego 2010

2010/02/17 Biuletyn nr 22



Tomo i Jared przybywaja na przyjęcie Fashion Show Roberta Gellera w Nowym Jorku

W tym tygodniu - 17/02/2010



Po krótkim przystanku, jaki zespół odbył w Nowym Jorku, Thirty Seconds to Mars w końcu przybyli do Wielkiej Brytanii. Jutro chłopcy dadzą pierwszy występ na swojej nowej trasie Into the Wild World na Nottingham Arena w Nottingham.  Zespół ostatnio rozmawiał z MTV.com o zbliżającej się trasie. 
MTV.com
TŁUMACZENIE: KLIK    

Zespół znalazł się również na okładce magazynu Kerrang!
Cały artykuł [i przetłumaczony] znajdziecie tutaj: KLIK


Za kilka dni rozpocznie się światowa trasa Into the Wild, w najbliższych tygodniach możecie się spodziewać dodania kolejnych dat koncertów! Natomiast w tym tygodniu możemy podzielić się z Wami wesołą nowiną, Thirty Seconds to Mars wystąpią na 2010 Download Festival w Donnington Park, Wielka Brytania.
Download Festival

Nie zapomnijcie o Światowej Misji Triady!
Triad Global Assault

Pomóżcie nam w udostępnianiu informacji o grupie Thirty Seconds to Mars oraz o ich najnowszym albumie This Is War.  
W poprzednich Biuletynach umieściłyśmy '12 kroków do Marsa' - zajrzyjcie ;)

12 Steps to Mars
Zobaczcie zdjęcie z ulicznej misji Echelonu we Florencji, Włochy. Wydrukowane własnoręcznie ulotki, przedstawiający marsowy trójkąt, rozwieszone po całym mieście. 
Florence Italy Street Team

Jeśli macie zdjęcia albo filmy z waszych własnych ulicznych misji, proszę prześlijcie je do nas na adres: thisisthehive@gmail.com.
@30SecondstoMars
Śledźcie chłopaków na Twitterze
@jaredleto - @ShannonLeto - @tomofromearth

Tygodniowy wybór zespołu 
Książka 
Last Exit to BrooklynLast Exit to Brooklyn wydana w 1964 roku, powieść amerykańskiego autora - Hubert Selby, Jr. Powieść stała się kultową klasyką, z powodu ostrego, bezkompromisowego opisu niskich klas społecznych, żyjących na Brooklynie w 1950 roku. Chociaż chwali się wydania tego autora, ta książka wywołała wiele kontrowersji, choćby ze względu na tematy tabu, takie jak narkotyki, przemoc uliczna, walki gangów, homoseksualizm, transwestytyzm oraz przemoc domowa. Książka stała się przedmiotem ważnego procesu w Wielkiej Brytanii oraz została zakazana we Włoszech.


Film
SiećNetwork, napisany przez Paddy Chayefsky'ego a wyreżyserowany przez Sidney Lumet, jest amerykańskim filmem, wydanym w 1976 roku. Fabuła ukazuje fikcyjną stację telewizyjną oraz panujące tam prawa. "Wskaźniki oglądalności ponad wszystko" [wikipedia]





Album
Iggy and The Stooges - Raw PowerIggy and The Stooges - Raw Power
Trzeci album amerykańskiej grupy rockowej The Stooges, wydany w 1973 roku. Raw Power był w dużej mierze ignorowany po swojej premierze, a grupa rozpadła się kilka lat później. Jednakże, płyta została przyjęta przez małą grupę wściekłych fanów, do której zaliczali się młodzi muzycy, którzy szukali pomocy w tworzeniu nowego gatunku w muzyce, w połowie i pod koniec 1970 roku. Takim gatunkiem był punk rock. Tworzenie Raw Power to jeden z najważniejszych dokumentów tamtej epoki.

Strona 
Girl Soldier to nowojorska organizacja, o charakterze niezarobkowym. Globalnie koncentruje się na pomocy dziewczynom. 

ZBLIŻAJĄCE SIĘ KONCERTY

Piątek 19/02/2010 Nottingham, Wielka Brytania Nottingham ArenaSobota 20/02/2010 Manchester, Wielka Brytania Manchester Arena
Niedziela 21/02/2010 Cardiff, Wielka Brytania Cardiff International Arena
Wtorek 23/02/2010 Londyn, Wielka Brytania Wembley Arena
Środa 24/02/2010 Bournemouth, Wielka Brytania Bournemouth Int'nl Centre
Piątek 26/02/2010 Dublin, Irlandia The O2
Sobota 27/02/2010 Glasgow, Lanarkshire, Wielka Brytania SECC

Poniedziałek 01/03/2010 Bruksela, Belgia Forest National

Wtorek 02/03/2010 Amsterdam, Holandia Heineken Music Hall
Czwartek -4/03/2010 Lille, Francja Lille Aeronef
Piątek 05/03/2010 Paryż, Francja Bercy
Sobota 06/03/2010 Dusseldorf, Niemcy Philipshalle
Poniedziałek 08/03/2010 Hamburg, Niemcy Sportshalle
Wtorek 09/03/2010 Kopenhaga, Dania KB Hallen
Środa 10/03/2010 Sztokholm, Szwecja Fryshuset Arena
Piątek 12/03/2010 Helsinki, Finlandia Old Ice Hall
Niedziela 14/03/2010 St Petersburg, Rosja SKK Arena
Środa 17/03/2010 Berlin, Niemcy Arena
Czwartek 18/03/2010 Praga, Czechy Prague Incheba Arena
Piątek 19/03/2010 Wiedeń, Austria Gasometer
Niedziela 21/03/2010 Monachium, Niemcy Zenith
Poniedziałek 22/03/2010 Milan, Włochy Palasharp
Wtorek 23/03/2010 Zurych, Szwajcaria Volkshaus


2010: Kerrang!

17.02.2010
Kerrang!: W domu

Jak supergwiazdy z grupy 30 Seconds To Mars przygotowują się do największej w swojej historii brytyjskiej trasy koncertowej? Aby się tego dowiedzieć, udaliśmy się do wspólnego domu braci Leto w Los Angeles - nazywanego również kwaterą.

Pierwszy koncert 30 Seconds To Mars w Wielkiej Brytanii miał miejsce 24 czerwca 2002 r. i jak sam Jared Leto wspomina, była to katastrofa. Jared był niezwykle podekscytowany - właściwie słowo, którego bardzo często używa opisując tę noc oraz wiele, wiele innych to "rozpalony" - faktem, że znajduje się w kraju, w którym przyszli na świat twórcy jego ulubionych zespołów. Jednak czas wizyty 30 Seconds To Mars okazał się bardzo nietrafiony. Kilka dni wcześniej narodowa drużyna piłki nożnej została wyeliminowana z Mistrzostw Świata odbywających się w Japonii. Wszystko przez rzut wolny wykonany przez brazylijską gwiazdę piłki nożnej, Ronaldinho. Dobre samopoczucie oraz euforia wczesnego lata przerodziła się w istną żałobę narodową. W parny, czerwcowy wieczór, w klubie Barfly (Camden - Północny Londyn), który mieści spokojnie 200 osób, znalazło się tylko 40. Dodatkowo 30 osób z tej garstki zebranych posiadało darmowe wejściówki dla pracowników angielskiej wytwórni płytowej 30 Seconds To Mars. Sprawdzanie ich listy obecności nie było opcją. Zostali nagrodzeni, jeśli to jest dobre słowo, czymś co Jared określa jako: "najgorszy występ jaki kiedykolwiek daliśmy w całym naszym życiu".
Pomyśleliśmy, że ostatni raz gramy w Londynie, wspomina wokalista z żalem. 
Gdy Kalifornijczycy zaczęli zwlekać swój sprzęt ze sceny, podeszła do zrezygnowanego frontmana mała grupa zarówno zdenerwowanych, jak i pozytywnie podekscytowanych dziewczyn. Dwie z nich powiedziały Jared'owi, że przybyły z Norwegii tylko i wyłącznie na ten występ. Kolejne dwie przybyły z Niemiec. Jedna przybyła z Paryża. Kilka innych z Włoch. Wszystkie były zachwycone, tym w czym miały okazję właśnie uczestniczyć. Choć było ich niewiele, to od pierwszego dnia umieją pokazać, że zagraniczni fani są hardcorowi. Nawet pomimo tej niewielkiej liczby, pełno w nich pasji, mówi Jared uśmiechając się na samo wspomnienie tej chwili. Zawsze byliśmy zespołem, którego albo kochasz, kochasz, kochasz, i jest dla ciebie wszystkim, albo zupełnie go nie rozumiesz. Dlatego ponownie nasuwa się myśl, o zobaczeniu tych fanów, naszej rodziny, to nie może być jeszcze bardziej ekscytujące. 



Trzy tygodnie przed tym, jak zespół Jareda rozpoczął swoją pierwszą trasę koncertową, wspierającą trzeci album grupy, "This Is War", dadzą sześć koncertów w Wielkiej Brytanii, zanim zobaczy ich 50 000 ludzi. Jared określił nastrój panujący wewnątrz grupy jako "chaos". Jednak uśmiech na jego twarzy sugeruje, że taka sytuacja stała się normą dla zespołu.
Sportowy, znoszony, biały T-shirt, w jaki ubrany jest właśnie Jared, daje doskonałe odwzorowanie definicji spokoju, jaki po prostu bije od niego. Jednak jest to tylko pozorne myślenie, ponieważ wiele spraw zaprząta głowę piosenkarza. Właśnie wrócił ze spotkania ze scenografem, który pomaga mu w organizacji największych koncertów. Wcześniej wraz z pozostałymi członkami zespołu, gitarzystą Tomo Milicevicem oraz bratem i perkusistą Shannonem Leto, śledził przykładowe programy tras takich gwiazd jak, Metallica, Green Day czy Lady Gaga. Trio toczyło bitwę na pomysły, które lądowały w broszurze koncertowej zespołu. Jeszcze wcześniej Jared wpadł na rozmowę z montażystami filmowymi, pracującymi nad filmem dokumentalnym grupy, który będzie zatytułowany "Artifact". Będzie to film pełnometrażowy opisujący trudy i udręki zespołu, jakie miały miejsce podczas tworzenia albumu "This Is War". Jeszcze dzisiaj Jareda czekają próby z zespołem, jednak jeszcze przed tym wszystkim wejdzie do studia nagraniowego aby porozmawiać z Braxton'em Olita, który podczas koncertów grupy obsługuje keyboard (były gitarzysta Ashlee Simpson-Wentz, a także jej były chłopak). Olita spędził najlepszą część ostatnich czterech miesięcy na słuchaniu dźwięków syntezatora oraz wychwytywaniu tych odpowiednich. Wszystko aby brzmienie nowego albumu było niepowtarzalne. Dzięki jego pracy grupa podczas koncertów jest w stanie w pełni odtworzyć cały dramat i atmosferę drzemiącą w "This Is War". Całe przedsięwzięcie miało miejsce w International Centre For The Advancement Of The Arts And Siences Of Sound, lepiej znane Jaredowi oraz Shannonowi jako po prostu "dom".
Leżący wysoko na wzgórzach Hollywood, pośród wijących się jak spaghetti, małych, ekskluzywnych uliczek odchodzących od Lauren Canyon Boulevard, znajduje się dom braci Leto. Jest to subtelna, nie rzucająca się w oczy nieruchomość, posiadająca pięć sypialni i cztery łazienki, zbudowana w roku 1955. Podobne domy na tym obszarze kosztują nawet 1 200 000 dolarów (najmniej 765 000 dolarów). Oczywiście Jared jest zbyt dyskretny, by wyjawić ile kosztował jego dom, gdy w roku 2006 razem z bratem w nim zamieszkał. Jak na takiego kawalera, posiadłość Leto jest bardzo czysta i pogodna. To nie jest typ domu, w którym można znaleźć skarpetki pod kanapą, pudełka po pizzy wszędzie się walające albo wystające z kosza na śmieci, czy też gdzie jest sterta brudnych naczyń w zlewie. To jest dom, w którym wyłożone podłogi czarnymi płytkami są nieskazitelnie czyste, białe ściany wyglądają wręcz na sterylne. Gustowne dekoracje dodają uroku. Będąc w tym domu można się poczuć, jak w stylowym apartamencie jednym z eleganckich hoteli Nowego Jorku. Największą uwagę przyciągają dwa białe manekiny, typy żeńskiego, stojące w salonie. Pierwszy z nich stoi na czworakach, jest ubrany tylko w kalosze oraz w coś, co przypomina policyjną hełm, zakładany w celu ochrony w zamieszkach. Drugi manekin klęczy pomiędzy nogami pierwszego, ma na sobie tylko antyczne nakrycie głowy, noszone przez Greckich wojowników. Jest tutaj również biały rower górski, oparty o jedną ze ścian. Pod inną znajduje się stare pianino oraz kolekcja złotych i platynowych płyt, które zespół otrzymał za wydany w 2005 roku krążek "A Beautiful Lie". Swoje miejsce mają one tuż obok posągu Buddy, który spogląda w stronę wejścia, a w rękach trzyma znak z wyrytym słowem 'EVIL' - zło.
Szklany stolik stojący obok kominka, obciążony jest książkami: album fotografa Mick'a Rock'a "Moonage Daydream: The Life and Times Of Ziggy Stardust", Al'a Gore'a "An Inconvenient Truth", afrykańskiego autora Khaleda Hosseini'ego "A Thousand Splendid Suns", nowojorskiego poety ulicznego, gwiazdy rocka Jim'a Carroll'a "Fear Of Dreaming". Oprócz książek na stoliku zalegają również płyty: Pink Floyd "The Wall", David Bowie "Platinum Collection", Miles Davis "Great Sessions". To tylko nieliczne z multum tytułów tutaj się znajdujących. Jest też obok krzesła nierozpakowana jeszcze gra DJ Hero, oprawiona grafika Banksy'ego, słynnego brytyjskiego artysty graffiti. Tuż obok przylega kuchnia, która mieści masę nagród, w tym trzy nagrody Kerrang! (w kategoriach: Najlepszy zespół międzynarodowy 2008, Najlepszy singiel 2008 "From Yesterday", Najlepszy singiel 2007 "The Kill", MTV Moonman, Najlepszy teledysk na EMA 2008). Jest także dziwnie wyglądająca nagroda, w kształcie ostrza piły łańcuchowej. Na stole ze stali nierdzewnej, znajdującym się na środku pomieszczenia leży ostatnie wydanie magazynu Billboard. Gazeta otwarta jest na stronie opisującą piosenką "Kings And Queens", która znalazła się na pierwszym miejscu listy Alternatywnych Piosenek. Piosenka pokonała znajdującą się na szczycie od osiemnastu tygodni piosenkę grupy Muse, "Uprising". Na parterze znajduje się studio, w którym powstała wspomniana piosenka "Kings And Queens" oraz reszta utworów z najnowszej płyty "This Is War". Krążek został nagrany przy współpracy producenta Flooda. Biały stół bilardowy zajmuje miejsce, w którym przez większość roku 2009 stała perkusja Shannona. Ściany pokryte zostały odręcznym graffiti, w szczególności rysunkami Jareda, ukazującymi zwierzęta, kosmitów i przytoczone zdania, które inspirowały, prowokowały zespół do działania w czasie procesu nagraniowego. Pierwsze słowa, które rzucają się w oczy: "Nie jesteśmy tutaj po to, by tworzyć coś, co zostało już stworzone", napisane tuszem przez samego Jareda, podczas gdy inne sentencje są mniej lub bardziej poetyckie i filozoficzne: "Im mniej postawisz, tym więcej stracisz, gdy wygrasz", dają obraz bardzo ambitnego światopoglądu Jareda, który wydaje się od samego początku dobrze służyć wszystkim członkom zespołu.
Czy jest to dom? Jared rozmyśla, oprowadzając nas po posiadłości. Czy jest to fabryka? To rodzaj wielkiego laboratorium. Kocham znajdującą się tutaj energię, jest świetna. Było dla nas niezwykle ważne, by znaleźć miejsce, w którym twórczo moglibyśmy się rozwinąć. Mamy obok siebie wspaniały zespół ludzi,  pomagają nam jak tylko potrafią. Jesteśmy jak dobrze działająca spółdzielnia ludzi. Zajmujemy się wieloma sprawami, nie tylko muzyką. Trzymanie wszystkich spraw w tym miejscu może się wydawać trochę nierealne, ale dla nas jest perfekcyjnie. Wygląda to dość zabawnie, prawda?
Jared Leto spędził Sylwestra samotnie, siedząc na plaży na Florydzie, oglądając na wybrzeżu fajerwerki, wznoszące się i opadające w dół. Jedyną wiadomość tekstową, jaką wysłał w tym czasie, była wiadomość do swojego brata, również siedzącego samotnie, ale nie na plaży, a w domu w Los Angeles. Rok 2010 zapowiada się dla zespołu 30 Seconds To Mars na przełomowy i pełen sukcesów. Obaj bracia wiedzą, że mało prawdopodobnym jest fakt, że spędzą w swoim domu w ciągu całego roku więcej niż dwa tygodnie. Ich grafiki wypełnione są do granic możliwości. Wszystko przez światowe tournee, którego chcą się podjąć. Przy promowaniu krążka "A Beautiful Lie" grupa skupiła się najpierw na Ameryce - gdzie sprzedanych zostało 1,2 miliona płyt - dopiero później grupa próbowała zwrócić na siebie uwagę reszty świata. Taka taktyka przyniosła spektakularny sukces, ale również po pewnych kosztach. Trio nie miało czasu żeby odbyć trasę w rodzinnym kraju od 2007 roku. W Stanach Zjednoczonych krytycy skupili się na fakcie, iż płyta "This Is War" swój debiut miała w Billboard, poza pierwszą dziesiątką, a dokładniej na miejscu osiemnastym. Padały nawet sugestie, że zespół został w tyle przez odwrócenie się od swojej ojczyzny. Na szczęście dla zespołu takie wnioski wyssane z palca, nie pokrywają się z prawdą: płyta "This Is War" ma już na swoim koncie 67 000 sprzedanych egzemplarzy w pierwszym tygodniu po grudniowej premierze. Grudzień jest trudnym miesiącem na wydawanie płyty. Z pewnością wydanie jej choć miesiąc wcześniej, przy takiej sprzedaży, zapewniłoby grupie miejsce w Top10. Przytoczmy przykład. Slayer ze swoją najnowszą płytą "World Painted Blood", zadebiutował na rynku na dwunastym miejscu, a sprzedał płyt 41 000, czyli znacznie mniej od 30 Seconds To Mars. Dodatkowo grupa podbiła rozgłośnie radiowe. Trio nieustannie pojawia się w magazynach. To sugeruje tylko jedno, że siła przebicia jest zdecydowanie z nimi.
Reakcja na tę płytę jest zdumiewająca, zupełnie niepodobna do reakcji na cokolwiek co wcześniej zrobiłem, podkreśla Jared. Zmianę można odczuć choćby w samych Stanach. Ludzie, którzy wcześniej nas nie słuchali, teraz sięgają po naszą muzykę. Czy byliśmy wyżej na listach w styczniu? Tak, jeśli wybraliśmy odpowiedni tydzień, mogliśmy trafić na moment, gdy byliśmy naprawdę wysoko. Ja jednak nie zajmuję się notowaniami. Nigdy nie byliśmy zespołem, któremu zależy na ilości sprzedanych płyt w tygodniu. Sprzedajemy płyty systematycznie, przez długi okres czasu, dlatego jeśli chodzi o tego typu biznesowe sprawy, to nie jest to takie ważne. No chyba, że dla zespołów popowych. Bycie numerem jeden z jakąś piosenką jest fajne. To dobry czas na świętowanie całej ciężkiej pracy, jaką wykonują ludzie w naszym imieniu. Jednak nie przywiązujemy zbyt wielkiej uwagi do notowań. Prawdziwą nagrodą jest możliwość ponownego wyjścia do ludzi.
Zapytaliśmy czego fani 30 Seconds To Mars mogą spodziewać się po zbliżających się koncertach. Jared odpowiedział prosto: Spodziewajcie się niespodziewanego.
Na chwilę obecną nie jesteśmy przygotowani, śmieje się, siadając plecami do kominka, tuż obok oprawionej fotografii Johna Lennona. Musimy się zebrać. Nie chcę składać obietnic, których nie będę w stanie dotrzymać, ale staramy się przygotować na występy kilka fajnych rzeczy. Gdy wyrusza się w jakąkolwiek trasę, jest szansa na odkrywanie i odnalezienie się na nowo, to właśnie jest najbardziej ekscytujące. To nie będą koncerty w stylu Pink Floyd... ale zrobimy co w naszej mocy.
Interesującym staje się fakt, że gdy członkowie zespołu wpadają na pomysły realizacji nadchodzącej trasy, Jared nie skupia się na umiejscowieniu muzyków na scenie, ale raczej na twarzach, jakie uda mu się wypatrzyć każdej nocy koncertu. Najbardziej ekscytująca sprawa związana z płytą i występami to zobaczyć jak te wszystkie 'Szczyty' ożywają, wyjaśnia. Wpadliśmy na pomysł 'Szczytu', chcieliśmy zaangażować fanów w proces tworzenia. Pomyśleliśmy, że może to być interesująca sprawa, i kiedy już przyszło do zjednoczenia tych wszystkich krajów, wszystko zadziałało jak należy. Teraz wyzwaniem staje się utrzymanie tego pomysłu i jeszcze jego ciągłe rozwijanie.
Gdy w latach 80. mieszkaliśmy w Waszyngtonie, kontynuuje, widzieliśmy dużo występów z drugiej strony. Pamiętam jak jeszcze chodziłem tam na koncerty do domu kultury i oglądałem piosenkarzy w ich zespołach, skaczących po scenie, wchodzących między widownię i oddających mikrofon ludziom, to było prawdziwe szaleństwo. Wracając do tamtych czasów, mieliśmy gdzieś tych wszystkich rockowców, odchodziliśmy od zmysłów, nie identyfikowaliśmy się z tą społecznością. Jednak ta scena naprawdę tętniła życiem. Z pewnością działo się na niej coś wyjątkowego.
Pomysł zerwania bariery, jaka istniała między publicznością a zespołem zostanie z nami, przyznaje. Dlatego kolejny koncert będzie na pewno posiadał pewien rodzaj interaktywności. Staramy się rozgryźć, jak zainicjować 'Szczyt' na żywo i to nie tylko z ludźmi, którzy przyjdą na nasz koncert. Właściwie to chcemy posunąć się o kilka kroków do przodu, chcemy aby publiczność poczuła się, tak jakby była z nami w zespole. Takie właśnie marzenia wpadają do głowy, gdy widzi się pierwszy raz swój ulubiony zespół na scenie, na żywo. Chcemy przybliżyć to marzenie, jak nigdy dotąd.
Siedzący po prawej stronie Jareda, jego brat Shannon, ma na sobie ciemne okulary, chociaż znajdujemy się w domu, a niebo nad Los Angeles pokrywają czarne chmury. Shannon opowiada nam historię, która wyjaśnia nam, jakie maniery ma zespół 30 Seconds To Mars na scenie, a także w stosunku do swoich fanów. Wróćmy do roku 1984. W tym właśnie roku rodzice braci Leto prowadzili otwarty dla wszystkich, darmowy ośrodek zdrowia w Porto-Au-Prince, na Haiti, jednym z najbiedniejszym krajów świata. Przed ostatnim trzęsieniem ziemi w tym rejonie zespół zebrał 100 000 $ (dzięki wystawionym na aukcję biletom VIP, które gwarantowały koncert, jak również kolację z zespołem). Nawet wtedy było to niezwykle przejmujące miejsce, mówi Jared. Widzieliśmy na własne oczy, jak ludzie przeszukują śmieci w poszukiwaniu resztek jedzenia albo rodziców kąpiących swoje dzieci w ściekach.        
Kraj ten posiadał również ekskluzywny kurort z plażą dla bardzo bogatych osób. Jako mieszkańcy Porto-Au-Prince, bracia Leto mieli możliwość wykupienia na jeden dzień kart wstępu. Mogli na własne oczy przekonać się, co dzieje się w takim kurorcie, a przede wszystkim jak on wygląda. Udało im się zobaczyć opalonego mężczyznę, który przechadzał się po plaży z dwiema bliźniaczkami o długich blond włosach. Ochroniarz zbudowany niczym niedźwiedź zachowywał dystans do przybyszów. Shannon w jednym mężczyźnie rozpoznał David'a Lee Roth'a, wokalistę Van Halen, który zdobył znaczące miejsca na listach przebojów singlem "Jump" (album rok 1984). Podekscytowani bracia zaczęli śledzić gwiazdora po piaszczystej plaży, aż zostali zauważeni przez ochroniarza.
Ochroniarz zapytał nas: 'Hej, chłopcy, mówicie po angielsku?', przywołuje Shannon. W całym tym podekscytowaniu odpowiedzieliśmy 'Tak', na co usłyszeliśmy: 'To spieprzajcie stąd!'. To był dla nas pewien cios.
Nigdy nie chcieliśmy być zespołem, który trzyma swoich fanów na dystans, podkreśla Jared. Zawsze chodziło o nas i o naszych fanów, zjednoczonych. Gdy nagrywaliśmy album jeden z tybetańskich mnichów, których gościliśmy, napisał przesłanie na ścianie: 'Jesteśmy w tym razem i nikt z nas nie wydostanie się stąd żywy, dlatego bądźcie tolerancyjni, mili i pełni współczucia'.
To nie jest zła myśl, to nie jest zła postawa, jaką się obiera we wszystkim, w co się angażujemy, dodaje wokalista. Byliśmy już we wspaniałej podróży z naszymi fanami, wiemy jednak że najlepsze jest wciąż przed nami. To dość ekscytujące uczucie dla wszystkich z nas.                     


SŁOWA: PAUL BRANNIGAN
ZDJĘCIA: DAVE WILLIS
KERANG!
TŁUMACZENIE: MARY

wtorek, 16 lutego 2010

2010 luty: Wywiad z GuitarEdge

By Elliott Politte

Rockowa grupa 30 Seconds To Mars z Los Angeles powraca. Chłopcy powracają z nową płytą,. Poprzednia "A Beautiful Lie", wydana w 2005 roku osiągnęła w sprzedaży status płyty platynowej. Trio już nie mogło się doczekać nowego albumu. I oto jest, "This Is War". Płyta na nowo odkrywa zespół, który nie tylko koncentruje się na lepszym brzmieniu, wszystko dzięki współpracy takich sław, jak Mike "Flood" Ellis (producent, który miał swój wkład w płytę U2). Fundamentem płyty stali się fani grupy, których działalność jest bardzo widoczna. Trzeba jednak do doświadczenia zespołu dodać również nowy eksperyment, mianowicie pracę z wokalem grupowym. Takie podejście sprawia, że niektóre piosenki są po prostu epickie w niektórych dziedzinach, podobnie jest z tekstami - wszystko bez ranienia atmosfery i klimatu utworów. Wokal należy do lidera grupy Jareda Leto, który czasem staje również z gitarą wspomagającą. Gitara główna to z kolei Tomo Milicevic. Bogata atmosfera, mistrzostwo tonu gitary i mocny wokal sprawią, że nie tylko będzie się chciało słuchać albumu, ale również da się odczuć wszystkie drzemiące w nim emocje. 

Opowiedz mi o nowym albumie.
Tomo: Rzecz, którą zawsze chcemy zrobić nagrywając album, to wyrzucić każdy trick, jaki znamy i zaczynać całkowicie od początku, od zera. Trzeba tak postąpić dla własnego dobra, to wyeliminowanie wstrętu do siebie samego, uznanie wszystkiego tego, co jest trudne. Poważnie, to pozwala nam odkrywać i zapewnia, że się nie powtarzamy. Jesteśmy tego świadomi przez cały czas. Nie chcemy robić czegoś, co zostało już stworzone. To co słuchacie podczas odsłuchu "This Is War", 30 Seconds To Mars jest najprawdziwszą formą. Jest to najbardziej szczery, nieskrępowany i pewny siebie album, jaki stworzyliśmy w studio.

Jak pracowało się z Floodem w zespole?
Tomo: Praca z Floodem była niesamowita. Spotkaliśmy się z nim w Londynie, aby zobaczyć jaki możemy uzyskać klimat i od razu wiedzieliśmy. Czułem, że jest jednym z nas i wszyscy chcieliśmy tego samego. Jego życiowe osiągnięcia są dość bogate. Facet pracował z niektórymi z największych artystów wszechczasów. Kiedy wchodzi do studia, to niesamowite co dzieje się z tobą jako muzykiem. Twój związek z muzyką wchodzi na najwyższy poziom. Naprawdę pomógł nam zrozumieć, co chcemy osiągnąć, wielkie dźwięki bez wielkich technologii. W studio jest naukowcem - nauczył nas poziomów dźwięków oraz tego, jak budować brzmienie, a nie je tworzyć za pomocą programów. Skoncentrowaliśmy się na grze oraz tym, jakiego sprzętu użyjemy, aby osiągnąć to, co najlepsze.

Po przesłuchaniu końcowego produktu, co uznasz do grania za najważniejsze?
Tomo: Właściwie, linie basową, nie riffy gitarowe. Dla mnie najważniejszą jest linia basów w "This Is War". Ta linia, ta piosenka są najbardziej niezwykłe. Nie będzie mi dane grać tego podczas występów na żywo, więc będę mógł przyglądać się, jak robi to Tim [basista w trasie]. Jestem dumny z tej piosenki. Słuchając mądrze płyty, lubię dwie rzeczy. Lubię mistrzostwo Shannona w "L490", jeśli włączysz tą piosenkę na słuchawkach to naprawę możesz stracić głowę. Popadasz w niekończącą się podróż, przygodę. Shannon poprosił mnie abym dodał do niej od siebie pewną część gitarową, ale nie zrobiłem tego. Moją kolejną ulubioną piosenką jest "Alibi". Coś w niej jest, czego nie mogę opisać. Uderza w ciebie i musisz powiedzieć 'wow'.

Słyszymy wielu ludzi, którzy mówią o "czterech biegach", dlaczego wy wolicie "dwa biegi"?
Tomo: Cztery czy dwa, właściwie są takie same. "Cztery biegi" mają dodatkowo większe możliwości ataku oraz próg kontroli. Tylko to je różni. Nie obchodzi mnie to, co inni mówią; Przetestowałem obydwa i wiem, że "dwa" mają lepsze brzmienie. Od kiedy się do tego przykułem, nie mogę się oderwać, nie mogę bez tego żyć. Stanowić zaczęło to znaczną część moich życiowych dźwięków.

A teraz pytanie, na które odpowiedź czekają niektórzy artyści - czy masz sprzęt, który kiedyś zaginął, masz taką historię?
Tomo: Właściwie nie.  Nie jestem w stanie pozbyć się mojego sprzętu; zamiast tego cały czas powiększam moją kolekcję. Zakochuję się w każdym sprzęcie, nawet w takim, którego często nie używam. To byłby bardzo smutny dzień, gdybym musiał sprzedać jakąś część mojego sprzętu, by mieć pieniądze na jedzenie. Gdyby to jednak pewnego dnia się zdarzyło, wolałbym chyba głodować [śmiech]. Zawsze coś jest w zanadrzu.

Czy był taki decydujący moment w przeszłości, w którym powiedziano ci, że możesz zostać z tą pracą sam, na zawsze? 
Tomo: Byłem młodszy niż wam może się wydawać. Moja podróż z muzyką zaczęła się na wiolonczeli i miałem wtedy trzy lata. Rodzice wybrali dla mnie drogę wiolonczelisty. Wszystko zmieniło się, gdy pierwszy raz usłyszałem heavy metal. Przyjaciele pokazali mi Panterę i Metallicę. Uznałem, że ten styl przemawia do mnie najbardziej. Razem z przyjaciółmi założyłem zespół, byłem wtedy w 6. klasie. Zagraliśmy razem kilka wspólnych kawałków. Byłem bardzo podekscytowany gdy mieliśmy pierwszy raz zagrać przed publicznością. Przed wyjściem do publiczności, czułem się, jakbym miał za chwilę zagrać na wielkiej arenie, a wcale tak nie było [śmiech]. Po tym wydarzeniu nigdy nie odłożyliśmy w kąt naszych gitar. W domu nigdy nie było czegoś co mogłoby być za głośno. Wychodząc na scenę, patrząc w tłum, czułem jakbym grał dla 100 000 ludzi, a w rzeczywistości było tam może 20 osób. Tego dnia znalazłem się w niebie. Od tego momentu muzyka stała się dla mnie wszystkim, sprawiła, że dzisiaj jestem tym, kim jestem i zawsze będę. 

GuitarEdge
tłumczenie: mary

piątek, 12 lutego 2010

2010/02/12 Biuletyn nr 21



Thirty Seconds To Mars na próbie w studio w LA, zespół przygotowuje się do trasy.

W tym tygodniu - 12.02.2010

Próby zespółu Thirty Seconds To Mars dobiegają końca, grupa już niebawem wyruszy w trasę przez Atlantyk, tym samym rozpocznie się trasa nosząca nazwę 'Into The Wild'. Pierwszy przystanek na trasie grupa zaliczy w przyszłym tygodniu (19 lutego) na Nottingham Arena w Wielkiej Brytanii. 


Mówiąc o Wielkiej Brytanii... Zespół w tym tygodniu znalazł się na okładce lutowego wydania magazynu Big Cheese.


Z przyjemnością informujemy, że wideo "Making of The Ride" pojawiło się na MTV2 w miniony czwartek, a na MTVu w minioną sobotę. 

Nie zapomnijcie o światowej misji TRIADY!

Zobaczcie zdjęcie poniżej, z misji niemieckiego Echelonu. Wydrukowali własne ulotki i porozwieszali je po całym mieście. 

Jeśli macie zdjęcia albo nagrania wideo z własnych ulicznych misji, proszę prześlijcie je na adres: thisisthehive@gmail.com.


TWITTER

Śledźcie chłopaków na Twitterze


Tygodniowy wybór zespołu

Książka tygodnia
DiunaDune, to powieść science fiction, wydana w 1965 roku, autorstwa Franka Herberta. Opowiada o fantastycznym świecie przyszłości. Najważniejsza planeta w tym wszechświecie to Arrakis (Diuna), jedyna na której znajdują się złoża melanżu - substancji umożliwiającej jasnowidzenie niezbędne do uniknięcia niebezpieczeństw ponadwymiarowych podróży kosmicznych. 




Film tygodnia 
BrazilBrazil, w reżyserii Terry'ego Gilliam'a. Film skupia się wokół osoby Sam'a Lowry'ego, młodego mężczyzny, próbującego znaleźć kobietę, która pojawia się w jego snach.  







Album tygodnia
U2 - Joshua TreeU2 - The Joshua Tree
Piąty studyjny album rockowej grupy U2. Wydany 9 marca 1987 roku przez Island Records. Jej producentem byli Brian Eno i Daniel Lanois. Na album wpływ wywarły irlandzki i amerykańskie korzenie. Płyta napisana i nagrana w Dublinie w roku 1986.




Strona tygodnia 
Misja: ochrona i zwiększenie obszarów Amerykańskich Parków Narodowych dla obecnych i przyszłych pokoleń.


"Amerykańskie parki narodowe są kamieniem milowym naszej wspólnej historii oraz kultury. W pewnym sensie stanowią one duszę naszego narodu. Stanowią nasze nadzieje, nasze marzenia, nasze zmagania. Są to absolutnie nasze najlepsze miejsca."
- Tom Kiernan, NPCA Prezydent

Zbliżające się KONCERTY

Piątek 19/02/2010 Nottingham, Wielka Brytania Nottingham Arena

Sobota 20/02/2010 Manchester, Wielka Brytania Manchester Arena

Niedziela 21/02/2010 Cardiff, Wielka Brytania Cardiff International Arena

Wtorek 23/02/2010 Londyn, Wielka Brytania Wembley Arena
Czwartek 24/02/2010 Bournemouth, Wielka Brytania Bournemouth Int'nl Centre
Piątek 26/02/2010 Dublin, Irlandia The O2
Sobota 27/02/2010 Glasgow, Lanarkshire, Wielka Brytania SECC

Poniedziałek 01/03/2010 Bruksela, Belgia Forest National
Wtorek 02/03/2010 Amsterdam, Hollandia Heineken Music Hall
Czwartek 04/03/2010 Lille, Francja Lille Aeronef
Piątek 05/03/2010 Paryż, Francja Bercy
Sobota 06/03/2010 Dusseldorf, Niemcy Philipshalle
Poniedziałek 08/03/2010 Hamburg, Niemcy Sportshalle
Wtorek 09/03/2010 Kopenhaga, Dania KB Hallen
Środa 10/03/2010 Stockholm, Szwecja Fryshuset Arena
Piątek 12/03/2010 Helsinki, Finlandia Old Ice Hall
Niedziela 14/03/2010 St Petersburg, Rosja SKK Arena 
Środa 17/03/2010 Berlin, Niemcy Arena
Czwartek 18/03/2010 Praga, Czechy Prague Incheba Arena
Piątek 19/03/2010 Wiedeń, Austria Gasometer
Niedziela 21/03/2010 Monachium, Niemcy Zenith
Poniedziałek 22/03/2010 Milan, Włochy Palasharp
Wtorwk 23/03/2010 Zurych, Szwajcaria Volkshaus



2010 luty: "Życie na Marsie"

By Nasa Maria Entaban

ROZMOWA Z JAREDEM LETO, LIDEREM GRUPY 30 SECONDS TO MARS NA TEMAT NOWEGO ALBUMU

 Jared Leto jest facetem żyjącym marzeniami. Gdy przeprowadził się do Los Angeles w latach 90. chciał zostać światowej sławy muzykiem, ale przez większość czasu wcielał się w filmowe role, na srebrnym ekranie, które przyniosły mu sukces. 
Dzisiaj znany jest również jako lider zespołu 30 Seconds To Mars, grupy którą założył razem z bratem Shannonem w 1998 roku. Ostrzeżono mnie, abym z rozwagą podeszła do rozmowy telefonicznej z Leto. Rzekomo odłożył słuchawkę po pytaniach kilku dziennikarzy, które uznał za 'zbyt osobiste'. Dlatego postanowiłam skupić się jedynie na karierze muzycznej gwiazdora, ponieważ miał to być wywiad o 30 Seconds To Mars. 
Jak się okazało Jared Leto jest świetny. Nie ma problemów z mówieniem o innych aspektach swojego życia, ale głównie skupia się na zespole, w którego skład oprócz niego samego wchodzą: jego brat i perkusista Shannon oraz gitarzysta Tomo Milicevic. 
Trio właśnie wydało swój trzeci album, This Is War. Projekt opisywany podobnie jak osobistą bitwę, globalny kryzys, zawirowanie gospodarcze i hołd dla ich pozwu sądowego, który wytoczyła im wytwórnia płytowa Virgin Records. 
Album jest refleksją nad czasem minionym, gdy pracowaliśmy nad albumem, powiedział Leto zrelaksowanym głosem, prawie zasypiającym, prosto w słuchawce telefonu z Los Angeles. Płyta mówi o różnorodności: szczęściu, walce, humorze. 
To był dla nas bardzo konfrontacyjny czas. Rzeczywiście taki był. W 2008 roku zostali spoliczkowani pozwem sądowym swojej wytwórni, Virgin Records na kwotę 30 milionów dolarów! Wytwórnia swój pozew tłumaczy niewywiązaniem się z umowy. Według niej zespół odmówił dostarczenia umówionych trzech albumów, których wymagała. Tworzenie albumu zajęło nam dwa lata. Byliśmy w piekle i z niego wróciliśmy. W pewnym momencie pomyślałem, że jest to dla nas koniec, ale stało się to dla nas przełomowym doświadczeniem, powiedział Leto. 
Póki co zespół ma się całkiem nieźle. Singiel "Kings & Queens" został nazwany "epickim rockowym klipem", a także "najbardziej wpływowym". Zainspirował do stworzenia krótkiego filmu o rowerzystach występujących w wideoklipie. Tytuł filmu to: "The Ride".
Nowy album łączy surowe, dawne śpiewy ze współczesnymi brzmieniami. Społeczność fanów, którą Leto nazywa Echelonem, w ramach specjalnego projektu zrzeszyła się do liczby 100 000 fanów i zaśpiewała chórem wybrane partie utworów na płytę.
Zaczęło się jako typowy eksperyment, tłumaczy Leto. Zebraliśmy około tysiąca fanów aby usłyszeć ich krzyki, klaskanie i tupanie.
"The Summit" [Zlot], okazał się strzałem w dziesiątkę. Po pierwszym odbyło się jeszcze kolejne osiem, w różnych częściach świata. I kiedy fani w listach zaczęli wyrażać swoje niezadowolenie i ogólną frustrację faktem, że nie mogą wziąć udziału w Zlotach, grupa wpadła na pomysł zorganizowania internetowej formy Zlotu. Przez portal Twitter zaczęły do zespołu docierać nagrania ze Zlotów dosłownie z całego świata, organizowanych przez fanów we własnym zakresie.
Zlot zajmuje określoną część albumu. Dla nas był to ekscytujący sposób na dzielenie tego doświadczenia z naszymi fanami, a dla nich dodatkowo była to możliwość na to by stali się częścią albumu, powiedział. Było świetnie.
Oprócz dźwięku 100 000 fanów, płyta zawiera w sobie pewne unikalne dźwięki, jak chociażby głosy tybetańskich mnichów i krzyk dzikiego sokoła. 
Grupa 30 Seconds To Mars udaje się daleko w imię sztuki. Przy nagrywaniu "A Beautiful Lie" trip udało się 320 km na północ od Koła Podbiegunowego. Z kolei przy nagrywaniu teledysku do "From Yesterday" zdjęcia zostały robione w centrum Zakazanego Miasta w Pekinie. Był to pierwszy amerykański teledysk, jaki nakręcono w Chińskiej Republice Ludowej. 
Ostatnio Leto zaangażował się w: "Hope for Haiti Now: A Global Benefit For Earthquake Relief Telethon".
Bardzo zmotywował się aby nieść pomoc Haitańczykom, ponieważ ma pewne powiązanie z tym krajem wyspiarskim. Leto i jego brat spędzili pewien czas ze swojego dzieciństwa na Haiti. Życie tutaj było cudowne, to był magiczny czas, powiedział Leto. Cieszę się mogąc pomóc, w każdy możliwy sposób. Ludzie na Haiti są wspaniali. 
I wreszcie, pytanie odnośnie aktorstwa. Leto ostatnio zagrał w belgijskim filmie pod tytułem "Mr Nobody", którego kręcenie zaczęło się już w 2007 roku. Na ekrany kin wszedł w styczniu 2010.
Gram tam 120-letniego śmiertelnika. Żyje on w świecie, w którym reszta ludzi osiągnęła już stan nieśmiertelności, tłumaczy Leto. Właściwie to gram 12 różnych wersji jednego życia. Było ekscytujące mogąc ponownie być częścią filmu. 
Jestem niezwykle szczęśliwy, mogąc robić jedno i drugie, i muzykę i film, powiedział Leto. Bardzo wdzięczny, bardzo błogosławiony.

ŹRÓDŁO: STARTWO
TŁUMACZENIE: MARY 

Szukaj na tym blogu