Jared Leto przymierza się do reżyserskiego debiutu. Gwiazdor "Witaj w klubie" przeniesie na ekran scenariusz wybitnego amerykańskiego pisarza Jamesa Ellroya pt. "77".
Akcja filmu będzie się rozgrywać w 1974 roku w Los Angeles. Bohaterowie to dwaj policjanci próbujący odnaleźć porwaną dla okupu dziedziczkę wielkiej fortuny Patty Hearst. Jednocześnie mężczyźni prowadzą śledztwo w sprawie zabójstwa znajomego gliniarza. W rezultacie trafiają na trop korupcji, zbrodni i spisku.
Prace nad filmem trwają od dwóch dekad. To właśnie wtedy Ellroy na zamówienie Paramountu wymyślił fabułę "77". Tekst został niedawno poprawiony przez scenarzystę "Narcos" Davida Matthewsa.
Na razie nie wiadomo, czy Leto będzie tylko reżyserem, czy także gwiazdą filmu. Aktor wystąpił niedawno w kontynuacji "Łowcy androidów".
Jared Leto narobił w zeszłym roku dużo dymu wokół swojej interpretacji postaci Jokera. Przed premierą "Legionu samobójców" wiele mówiono o jego kolejnych ekscesach z planu, a już po premierze - o licznych scenach z jego udziałem, które zostały wycięte w montażu. Teraz Leto znów zaczyna mieszać. Właśnie wrzucił na swój snapchatowy profil dwa zdjęcia. Czy to jakiś trop dla fanów?
Pierwsze z nich to okładka komiksu "Zabójczy żart" Alana Moore'a i Briana Bollanda, czyli jednej z najważniejszych komiksowych opowieści o Jokerze. Pokazuje ona możliwą genezę morderczego klauna, a także opowiada o jego zamachu na Barbarę Gordon i porwaniu komisarza Gordona.
Drugie zdjęcie przedstawia… ząb. Czy jest to nawiązanie do metalowego uzębienia Jokera z "Legionu samobójców"? Fani podejrzewają, że obecna dentystyczna sytuacja czarnego charakteru wynika z bliskiego spotkania z pięścią Batmana.
Czy Leto sugeruje, że czeka nas aktorska wersja "Zabójczego żartu", w której - oprócz genezy samego Jokera - poznamy genezę jego koronki?
A może aktor po prostu zapowiada, że nie skończył jeszcze z postacią. W którym z nadchodzących filmów z uniwersum DC mógłby pojawić się jego Joker? Raczej odpadają tegoroczne "Liga Sprawiedliwości" i "Wonder Woman". Najbardziej oczywiste typy to przygotowywany przez Bena Afflecka "The Batman" oraz "Gotham City Sirens", gdzie przecież pojawi się Harley Quinn. Na razie to jednak jedynie spekulacja.
We wtorek ogłoszone zostały nominacje do 59. edycji nagród Grammy. Dla kinomanów oczywiście najważniejsze są kategorie związane z kinem i telewizją. A tu potrójnie nominowany został "Legion samobójców". Dwie nominacje ma zaś "Stranger Things".
Listę nominowanych znajdziecie poniżej:
Najlepsza ilustracyjna ścieżka muzyczna w formach wizualnych
"Most szpiegów"
"Nienawistna ósemka"
"Zjawa"
"Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy"
"Stranger Things" (Volume 1)
"Stranger Things" (Volume 2)
Najlepsza kompilacyjna ścieżka muzyczna w formach wizualnych
"Amy"
"Miles Davis i ja"
"Straight Outta Compton"
"Legion samobójców" (Collector's Edition)
"Vinyl" (The Essentials Season 1)
Najlepsza piosenka napisana specjalnie dla formy wizualnej
"Can't Stop The Feeling!" - "Trolle"
"Heathens" - "Legion samobójców"
"Just Like Fire" - "Alicja po drugiej stronie lustra"
"Purple Lamborghini" - "Legion samobójców"
"Try Everything" - "Zwierzogród"
"The Veil" - "Snowden"
Najlepszy film muzyczny
"I'll Sleep When I'm Dead"
"The Beatles: Eight Days a Week"
"Lemonade"
"Muzyka obcych"
"American Saturday Night: Live From The Grand Ole Opry"
Do obsady wyczekiwanej z niepokojem kontynuacji "Łowcy androidów" dołączył właśnie gwiazdor "Legionu samobójców" Jared Leto. Choć twórcy nie chcą ujawnić, kogo zagra laureat Oscara, ma to być "zapadająca w pamięć, niespotykana wcześniej postać".
Fabuła wciąż trzymana jest w tajemnicy. Akcja filmu ma się rozgrywać kilka dekad po wydarzeniach z "Łowcy androidów", choć wciąż nie wyjaśniono, którą wersję filmu (a jest ich kilka i różnią się m.in. interpretacją postaci Ricka Deckarda) twórcy wezmą za bazę dla sequela.
W obsadzie są m.in. Ryan Gosling, Harrison Ford, Robin Wright, Mackenzie Davis i Dave Bautista. Scenariusz napisali Hampton Fancher i Michael Green. Reżyseruje Denis Villeneuve.
Zdjęcia mają rozpocząć się pod koniec tego roku. Premierę zaplanowano na 6 października 2017 roku.
Następca „Love, Lust, Faith and Dreams” jest już coraz bliżej. Zobaczcie efektowny trailer zapowiadający premierę w 2017 roku.
Choć ostatni krążek 30 Seconds to Mars ukazał się w 2013 roku, ciężko mówić, aby od tamtego czasu było cicho o Jaredzie Leto. Wokalista zespołu jest ciągle obecny w mediach choćby za sprawą nadchodzącego „Legionu samobójców”, w którym zagra Jokera. Wymagająca rola - w którą wcześniej brawurowo wcielili się Jack Nicholson i Heath Ledger - nie sprawiła jednak, że odstawił swój zespół.
Jeszcze w listopadzie 2015 roku Jared Leto chwalił się zdjęciami ze studia, wskazującymi na intensywną pracę nad nowym materiałem. Wcześniej grupa zorganizowała własny festiwal Camp Mars w Malibu oraz rozstała się z wytwórnią Virgin Records po wieloletnim sporze. Wokalista sam wyznawał, że czuje się w takich okolicznościach podekscytowany wizją kolejnej płyty.
Teraz sami możemy rzucić na nią okiem za sprawą krótkiego trailera:
Oprócz malowniczych widoków, z których słyną teledyski 30 Seconds to Mars, widzimy w nim przebitki z prac nad następcą „Love, Lust, Faith and Dreams” oraz dowiadujemy się dwóch kluczowych informacji. Nowy materiał ukaże się dopiero w 2017 roku, będzie też debiutem w barwach nowej wytwórni - Interscope Records.
Jared Leto ani trochę nie zwalnia w swoim pracoholizmie i oprócz nagrań piątego albumu 30 Seconds to Mars zajął się ostatnio serią krótkich filmów o amerykańskich parkach narodowych i podróżnikach, którzy badają ich tajemnice. Cykl zatytułowany „Great Wide Open” można oglądać na YouTubie - dostępny jest już pierwszy odcinek.
Muzyk, aktor... a do tego inteligentny biznesmen. Jeśli przemysł rozrywkowy przestanie przynosić odpowiednie pieniądze, Leto może spać spokojnie ze swoimi udziałami w takich markach jak Reddit, Uber, Airbnb czy Slack. Laureat Oscara za rolę w „Witaj w klubie” trzyma rękę na pulsie i prowadzi m.in. własną firmę internetową VyRT zajmującą się streamingiem.
"Koniec końców może się okazać, że te inwestycje będą dla mnie bardziej dochodowe niż moja muzyczna i filmowa kariera razem wzięte."