wtorek, 27 grudnia 2011

2008: Twist: "W szkole trzymałem ze świrami"

Chciał być malarzem, ale porzucił swój plan, by zająć się aktorstwem. Gdy już odniósł sukces w tym fachu, poświęcił się muzyce i… udało mu się sprzedać milion płyt. Jak już coś robi, wkłada w to całe serce. Pewnie dlatego jest we wszystkim świetny!
Od najmłodszych lat Jared i jego starszy brat Shannon (teraz grają razem w zespole 30 Seconds To Mars) często zmieniali szkoły. Podróżowali wraz z mamą, która jako fotograficzka dostawała zlecenia w różnych miejscach świata. Mieszkali m.in. na Alasce, w Wirginii, na Haiti, a nawet w Brazylii. „Od dziecka żyliśmy na walizkach i obracaliśmy się wśród fotografików, malarzy, muzyków. To zrobiło z nas artystów” – twierdzi Leto.


SZKOLNY AUTSAJDER
Ciągłe zmiany adresu sprawiły, że Jared nigdzie nie zapuścił korzeni. Nie należał do popularnych kolesi, którzy są zapraszani na wszystkie imprezki. Był wielkim wielbicielem zespołu Rush. Nosił koszulki rockowych bandów i przez wiele lat miał obciachową fryzurę ‘na czeskiego piłkarza’, obowiązkową wśród fanów jego ulubionych zespołów. Jak mówi: „Szkoła średnia to mroczne miejsce. Zawsze trzymałem się trochę z boku, a moimi przyjaciółmi nie byli kolesie z drużyny futbolowej, ale klasowe dziwadła. Żyłem w swoim świecie. Na szczęście miałem wspaniałą mamę i brata, z którymi świetnie się dogadywałem”. Jareda od dziecka ciągnęło w niebezpieczne miejsca, do nieudaczników nieudaczników ludzi żyjących na granicy prawa. „Jako dwunastolatek pracowałem w barze barbecue >>Trzy świnki<<. Zmywałem tam naczynia za 2,5 dolara za godzinę i było to najfajniejsze miejsce pod słońcem. Kręciły się w nim różne podejrzane typki: prostytutki, narkomani i lumpy. Tam czułem się najlepiej” – wyznaje po latach artysta. Na szczęście, udało mu się uniknąć złego wpływu swoich pogruchotanych przez życie przyjaciół. Leto bez żadnego problemu zdał na maturę w liceum Massachusetts i dostał się na prestiżową uczelnię University of the Arts w Filadelfii, gdzie studiował m.in. malarstwo.

ZMIANA PLANÓW

Choć w szkole szło mu nieźle, szybko znudziły go zajęcia ze sztuk pięknych. Złożył więc wniosek o przeniesienie do nowojorskiej School of Visual Arts. Tam w ramach zajęć napisał scenariusz i wyreżyserował swój pierwszy film „Crying Joy”, w którym zagrał też główną rolę. W 1992 roku przeprowadził się do Los Angeles Angeles postanowił skupić się na aktorstwie. Początki były trudne. ‘Miałem w kieszeni 500 dolców i mieszkałem w przytułki dla bezdomnych’ – wspomina. Jednak determinacja, wygląd buntownika, niesamowite spojrzenie i talent zapewniły mu w końcu rolę w popularnym serialu „Moje tak zwane życie”. Dzięki tej kreacji zyskał sławę i… możliwość wyboru scenariuszy, które bardziej mu odpowiadały. Przełomem w jego karierze stała się rola w filmie „Prefontaine”, gdzie wcielił się w postać tego znanego atlety. Leto zrobił dokładny research, rozmawiał ze znajomymi i rodziną sportowca, oglądał archiwalne zdjęcia. Udało mu się nawet mówić w łudząco podobny sposób. Przemiana była taka niesamowita, że gdy siostra Prefontaine’a zobaczyła Jareda po charakteryzacji, zaczęła płakać, bo myślała, że ujrzała ducha zmarłego brata. Aktor wkrótce stał się znany z tego, że bardzo poświęca się roli. Gdy przygotowywał się do występu w „Requiem dla snu”, głodził się, aż schudł 14 kilogramów kilogramów przez dwa miesiące unikał seksu ze swoją ówczesną narzeczoną, Cameron Diaz. Jak sam mówi: ‘Ta rola miała w sobie coś sadomasochistycznego. Był to mój najtrudniejszy występ’.

NA MARSA I JESZCZE DALEJ
Jared, choć raczej nie grał w kasowych filmach, szybko stał się megagwiazdą i… wcale mu się to nie podobało. Gdy spotykał się z Lindsay Lohan, unikał jak ognia pokazywania się z nią publicznie. Twierdziła, że zerwali właśnie dlatego, że śledzili ich setki paparazzich, a Jared ceni sobie prywatność. Było to dla niego ważniejsze niż związek z seksowną gwiazdą. Aktor sam przyznaje, że nie jest szczególnie towarzyski. ‘Mam kilku przyjaciół, wspaniałą rodzinę, psa i mi to wystarcza’ – zapewnia. Zmęczyło go też granie w filmach. W pewnym momencie ważniejszy niż kolejne role stał się dla niego zespół 30 Seconds To Mars. Tak mocno zaangażował się w karierę muzyczną, że odrzucił rolę u Clinta Eastwooda ze względu na plany koncertowe. Jared kocha band jak własne dziecko. Do tego stopnia, że gdy Elijah Wood powiedział, że nie podoba mu się muza, którą grają, Leto wdał się z nim w bójkę. Ciekawe, czy mroczny rockman ze słabością do eyelinera to ostatnie wcielenie Jareda? Na pewno jeszcze nas zaskoczy…





2008: List Jareda Leto

Do Naszych Przyjaciół i Fanów

Wbrew wszelkim plotkom, 30 Seconds To Mars NIE kończy swojej działalności. Jesteśmy niewiarygodnie szczęśliwi, zdrowi, jesteśmy razem w Los Angeles i nagrywamy nowy album. Pomijając ten śmieszny proces sądowy (uprzejmość Virgin/EMI), mamy teraz jeden z najbardziej inspirujących, wspaniałych i ekscytujących momentów w naszej karierze. (Więcej o tym później...)

Poza tym zakłóceniem spokoju, jesteśmy niewiarygodnie wdzięczni wszystkim na całym świecie, którzy nas wspierają. Nigdy nie zastanawialiśmy się nad tym, aby to teraz zakończyć. Tych parę ostatnich wyjątkowych lat, było nie do wyobrażenia. I jesteśmy wdzięczni za każdą ich małą nawet część, mały kawałek.

Dziękujemy za to wszystkim!

Więc, tak jak może słyszeliście, zostaliśmy postawieni przed sądem przez naszą wytwórnię, na śmieszną, ogromną, zupełnie nierealną i dość głupią (ale również pomysłową) sumę 30 milionów dolarów. Chore? Tak, powiedzieliśmy to samo.

Trochę historii...

Podpisaliśmy umowę z wytwórnią na 9 lat. Zasadniczo, jak nakazuje prawo Kalifornii, gdzie mieszkamy i gdzie podpisywaliśmy umowę, nie można być obciążonym umową na więcej niż 7 lat. To jest powszechnie znane wszystkim wydawnictwom płytowym. Faktycznie, oni są tego świadomi i ilekroć to możliwe próbują sporządzać umowy poza Kalifornią. To prawo chroni ludzi przed długimi i niesprawiedliwymi umowami. To samo prawo dało nam również możliwość rozglądania się za innymi możliwościami.

Tak, zostaliśmy pozwani przez EMI. Ale nie dlatego, że nie potrafiliśmy dostarczyć muzyki, albo z powodu rezygnacji. Zostaliśmy pozwani przez wytwórnię z prostych powodów. Jakieś 45 dni temu, skorzystaliśmy z naszego prawa do rozwiązania starego, przeterminowanego kontraktu, który utracił już swoją moc prawną.
Rozwiązaliśmy go z wielu powodów, których nie chcemy tutaj ujawniać (wolelibyśmy publicznie nie prać brudów), głównie chodzi o to, że nasi przedstawiciele nie mogli podpisać z EMI uczciwej umowy.

Kilka spraw do odnotowania...
Jeśli myślicie, że fakt, iż sprzedaliśmy ponad 2 miliony płyt i nie otrzymaliśmy ani pensa zapłaty, jest dość niewiarygodny, no cóż tak było. A fakt, że EMI poinformowała nas, że nie tylko nam nie zapłaci, ale jeszcze, że MY mamy u niej dług w wysokości 1.4 miliona dolarów, jest jeszcze bardziej szalony. Do tego, następna płyta, jaką wydamy posłuży jako spłata starego rzekomego długu. To wszystko doprowadziło do tego, że zaczęliśmy się zastanawiać, o co tak naprawdę chodzi. Czy wytwórnia płytowa nie miała dużych profitów ze sprzedaży tak wielu płyt? Albo przynajmniej wyjść na czysto? Myślimy, że tak.

Te i inne kwestie, wprowadził nowy reżim EMI, wyrzucając z pracy ludzi, których najbardziej znaliśmy i kochaliśmy. Chcą również miejsca na naszym serwisie internetowym i 100% zwierzchnictwa nad płytami... na zawsze. To wszystko otworzyło nam drzwi i ułatwiło sprawę, aby dalej nie kontynuować umowy.

 Jako wynik przejęcia firmy - i zwolnienia 2000 pracowników - straciliśmy wielu ludzi, którzy byli nam w Virgin/EMI niezwykle bliscy i kochani, którzy przyczynili się do sukcesu 30 Seconds To Mars. Kilku z tych wielkich ludzi jest tutaj nadal, ale to nie ta sama spółka jaką poznaliśmy. Po więcej niż pięciu zmianach rządów w wytwórni na przeciągu 9 lat, zdążyliśmy już przyzwyczaić się do panujących niespójności. Zespół, który wyruszył razem w podróż, biorąc pod swoje skrzydła "A Beautiful Lie", był niezwykłą grupą ludzi. To ogromna strata, że tak wielu z nich musiało odejść. (Szybki fakt: nie ma ani jednego pracownika w Virgin Records, który był tutaj, gdy podpisywaliśmy umowę ze spółką).

FYI Virgin/EMI nie musiała upubliczniać tego procesu, albo wymieniać tak bezczelną i niewiarygodną ilość mułły. Tak naprawdę nie musieli umieszczać żadnych kosztów, nawet zbliżonych do tych. 

Nie chcieliśmy publicznego rozgłosu, ale poczuliśmy, że chcemy wytłumaczyć wszystkim ludziom, przyjaciołom i fanom, co o tym myślimy, jaki jest nasz punkt widzenia. 

Zawsze robiliśmy ile w naszej mocy, by uniknąć walki, ale czasami warto obstawać przy tym, w co się wierzy. Mamy nadzieję, że przez robienie tego, co słuszne, możemy pomóc zmienić rzeczy na lepsze, dla siebie i być może dla innych.


PS: Zawsze będziemy wdzięczni ludziom z Virgin/EMI, którzy byli integralnie związani z naszym sukcesem. Mamy nadzieję, że rozwiążemy ten problem w jak najbardziej uprzejmy sposób. 
Na świecie jest na pewno więcej ważniejszych spraw, dla których warto tracić czas i energię. 

Ciąg dalszy nastąpi...

Jared Leto
30 Seconds To Mars









***źródło: OFICJALNA STRONA
***tłumaczenie: mary

niedziela, 25 grudnia 2011

Wywiad 2008: Rock Sound

"AKT KLASY"

ROCK SOUND dogonił 30 Seconds To Mars podczas największej trasy po Wielkiej Brytanii.

Jared Leto, frontman 30 Seconds To Mars jest w Szwajcarii i spędza około 10 godzin ubrany w lateks. Rock Sound zapewnia, że nie ma to nic wspólnego z dziwacznymi seksualnymi fetyszami, raczej są to wymogi najnowszego filmowego projektu. Z powodu rozbieżności czasowych nie mogliśmy z nim porozmawiać. Za to gitarzysta Tomo Milicevic i perkusista Shannon Leto, dali nam możliwość zrozumienia jak oni sami wewnętrznie przeżywają rozwój zespołu oraz  jego wyjątkowość.

Biorąc pod uwagę fakt, że jesteście w tym momencie bardzo lubianym zespołem, dlaczego zwlekaliście z wizytą w Anglii.
Tomo: Dobre pytanie, ale gdybyśmy pojawili się wcześniej, te wszystkie dobre rzeczy, jakie nam się przytrafiły, miałyby miejsce? Szczerze, nie wiem, dlaczego zajęło nam to tyle czasu. Wiem, że długi czas upieraliśmy się, by rozwijać się w Ameryce – trudno było przez tak długi czas. Ale wiedzieliśmy, że mamy dobre notowania i przypuszczaliśmy, że możemy podobać się też innym. Pomyśleliśmy, że pójdziemy naprzód, zrobimy jakiś pieprzony sprzeciw wszelkim przekonaniom i nie będziemy siedzieć w domu, wyruszymy w świat. Najpierw były Stany Zjednoczone później Kanada. Zaczęliśmy powoli się rozwijać. Naprawdę wierzę w to, że ten obrany termin jest wszystkim, a jeśli przybylibyśmy wcześniej, nie sądzę że to wszystko by się zdarzyło. Wiem, że fani w Wielkiej Brytanii mogli być trochę rozczarowani, ale myślę, że zabieramy się do tego, jak trzeba.
Aprobata w Ameryce była dla was ważna?
Tomo: Tak. Chcieliśmy by najpierw zobaczono nas w domu. Słyszymy cały czas o zespołach, które próbują wybić się w Ameryce, a dopiero potem ruszają za granicę. Też chcieliśmy iść tą drogą, więc opuściliśmy Amerykę i mogliśmy przyjąć świat.
Co zmieniło się po tym jak Matt opuścił zespół w tym roku? 
Tomo: Nie chcę brać niczego z odejścia Matta, ale fakt, że opuścił zespół, nie oznacza, że zrobił to celowo, by pokrzyżować nasze plany. To wszystko, co widzieliśmy i usłyszeliśmy od Jareda było szczere, tak jakby to sam Jared odchodził, albo Shannon. Matt był świetnym muzykiem, ale czuł się w zespole nieszczęśliwy, teraz jest w Angels&Airwaves. Jest szczęśliwszy, ponieważ zespół nie jest tak często w trasie jak my, ożenił się. Dlatego praca tam, jest dla niego lepsza. Teraz mamy gościa, który kocha być w zespole [Tim Kelleher] i nasze występy na żywo stały się lepsze od kiedy występuje czterech ludzi na scenie, którzy kochają tam być. Matt zwlekał od dłuższego czasu, ale to było złe dla zespołu. Dziwne stało się nie nagrywanie płyty z Mattem, ale posuwamy się na przód. Okazało się, że Jared może nagrywać z kimkolwiek chce.
Shannon: W jakimkolwiek biznesie czy organizacji znajdą się ludzie, którzy stwierdzają, że ich udziały i energia znajdują się gdzie indziej. I muszą płynąć za swoim powołaniem, płynąć odpowiednim nurtem, choćby mieli walczyć pięściami. Dla mnie gra w zespole z bratem jest fascynująca. Kocham to i nie widzę siebie robiącego coś innego. Zmiany zawsze miały miejsce, niezależnie w co jesteś zaangażowany i jaką pracę posiadasz. 
Czy 30 Seconds To Mars jest biznesem?
Shannon: Oczywiście. I nie chodzi tylko o ludzi, z którymi gramy muzykę. Jedną z trudnych rzeczy jest tworzenie i uczestniczenie w czymś na emocjonalnym poziomie, ale strona biznesu też jest ważna. Chodzi o to by zorganizować naszą trasę i zachęcić ludzi by w niej uczestniczyli. Jest wiele możliwości wyboru, dlatego 30 Seconds To Mars nadal istnieje. Na szczęście mamy dobre stosunki z wytwórnią i z naszą bazą fanów. To wszystko przyczynia się na nasze istnienie, nasz sukces.
Powiedziałbyś, że zaplanowałeś jakiś aspekt zespołu?
Shannon: Trzeba dobrze przemyśleć, zaplanować i obliczyć procentową działalność zespołu. Inna część to aspekt twórczy, dzięki któremu zachowujemy się w sposób swobodny i nieprzymuszony ale były również kalkulacje i formuły. To wszystko było bardzo ważne.
Jaki jest największe błędne wyobrażenie o zespole?
Tomo: To, że jesteśmy bogaci. To jest trudne do wyjaśnienia, jeśli nie jesteś w naszym świecie. Przypuszczasz, że gwiazdy rocka są bogate, ponieważ pojawiają się na okładkach wielu magazynów i w telewizji. Dlatego ludzie przypuszczają, że mamy wielkie majątki, jednak to nie działa w ten sposób. Podróżujemy po świecie, ale nie kupujemy w każdym miejscu nowego domu. Mam cały czas to same małe mieszkanie w Los Angeles. Nie mam drogiego samochodu, ani niczego: gdyby ludzie przyszliby do mojego domu i zobaczyli jak mieszkam, wpadliby w depresję i pomyśleliby raz jeszcze o kupieniu pirackiej koszulki albo pobraniu albumu z Internetu.
Nielegalny handel przedmiotami w Wielkiej Brytanii, mającymi związek z waszym zespołem przy miejscach koncertu was denerwuje?
Tomo: Tak. W Ameryce możemy kazać zaprzestać handlu, w takich miejscach, bo takie mamy prawo. W innych krajach to wygląda inaczej i każdy może sprzedać złe koszulki z naprawdę kiepskim logo i nikt z tym nic nie robi. Chciałbym mieć odpowiedź dlaczego tak się dzieje, ale niestety nie mam. Słyszałem, że Bon Jovi wynajął funkcjonariuszy policji i zabiera ich na koncerty, aby oni konfiskowali nielegalny marketing. Jednak nie każdego stać na jego własną armię, która się tym zajmie.
Jak długo będziemy czekać na nową płytę?
Tomo: Mamy teraz 60 pomysłów na piosenki. Musimy dostać się do studia, zrobić redukcję, pozbyć się tych słabszych. Jared pisze cały czas, więc jesteśmy pełni pomysłów. Co rok przychodzi coś takiego, jesteśmy bardzo podekscytowani nowym materiałem. Droga, którą przebyliśmy razem jest dość dziwna: najpierw była płyta, potem zostaliśmy zespołem. Nie dorastaliśmy razem, nie nagrywaliśmy płyty, która później została wydana, a my zostaliśmy zespołem. To było całkowicie coś przeciwnego. Był zapis, kontrakt z wytwórnią i zespół. Teraz znamy siebie i to jest pasjonujące. Po odbytym tour po Wielkiej Brytanii, będziemy wyjeżdżać stąd jako... gwiazdy? I tworzyć nową płytę.



LETO VS. LETARG
"ZIELONY"
Shannon Leto jest podobny do swojego brata pod względem obciążenia pracą: obecnie kończy książkę i wystawę jego fotografii, które zrobił podczas zwiedzania świata. Perkusista uznał też, że ma tyle czasu, że może śmiało zaangażować się w inny projekt. 
"Mam możliwość robienia rzeczy, jakich wcześniej bym nie zrobił, a wszystko dla zespołu. Obecnie robię linię odzieży, stosując naturalnie metody uprawy i przyjazne dla środowiska. Połowa dochodu zostanie przekazana na rzecz ochrony środowiska. Chcę budować w ludziach świadomość i odpowiedzialność. Mogę wziąć udział w tym projekcie, bo nasz zespół zarobił trochę pieniędzy i to daje mi okazję oddania planecie i ludziom mojej troski".Perkusista, który podróżował dużo sam po świecie, nie w zespole, bardzo chce robić cokolwiek, niż nic. "Nie chcę robić wszystkiego, co wyznacza mi tylko zespół", przyznaje się. "Kocham też inne rzeczy. Podczas ostatniego tour po Wielkiej Brytanii użyliśmy ekologicznych autobusów i to dało mi dużo do myślenia".
Jednakże, Shannon nie jest super ekologiem i lubi też wygody, takie jak podróże w pierwszej klasie. "Trochę luksusu, aby dobrze się czuć", przyznaje ze śmiechem. "Lubię lecieć w pierwszej klasie, albo w klasie biznes. Nie myślę wtedy o tym, jak zahamowany jestem. Ale jest również wiele innych rzeczy, o których lubię myśleć i w nich uczestniczyć, niż np. kupowanie nowego Rolexa.








****RockSound 2008
****tłumaczenie: mary

piątek, 16 grudnia 2011

Sprawa sądowa z wytwórnią - 2008

„30 SECONDS TO MARS POZWANE NA 30 MILIONÓW DOLARÓW… TO JEST ŚMIESZNIE, PRZESADZONE” – TWIERDZI LIDER JARED LETO.

Leto komentuje proces na witrynie internetowej zespołu.

By Chris Harris

Wytwórnia Virgin Records złożyła pozew do sądu wyższej instancji w Los Angeles, w piątek. Zażądała 30 milionów dolarów odszkodowania od lidera jednego z największych rockowych zespołów 30 Seconds To Mars – Jareda Leto.

Stosownie do procesu wytwórnia zgłasza pretensje do Jareda i jego brata Shannona, iż nie wywiązali się z umowy, mówiącej że nie potrafili przedstawić trzech z pięciu albumów, obejmujących kontrakt. Virgin nie chciała słuchać tłumaczeń braci Leto, stojących po drugiej stronie umowy. Jared odrzucał zarzuty, twierdząc, że zespół jest zwolniony od narzuconej im kary i po 4 lipca 2008 roku, zgodnie z California Labor Code Sec. 2855 „Przepis nie może być wprowadzony w życie po siedmiu latach świadczenia usługi”.

"Stosunki EMI z 30 Sekund do Mars były niezwykle cenne i udane zarówno dla zespołu jak i spółki". Wytwórnia wydała oświadczenie: "Ciężka praca zespołu EMI, jak i zespołu 30 Seconds To Mars spowodowała sprzedaż 3 milionów albumów, biletów, wielorakich nagród oraz rosnącą rzeszę fanów na całym świecie. Jednakże, byliśmy zmuszeni do wszczęcia takiego postępowania. Kroki prawne mają na celu chronienia inwestycji EMI i prawa podczas renegocjacji kontraktowych. Mamy nadzieję, iż rozwiążemy tę sprawę, będziemy zgodni, a nasza współpraca przyniesie im jeszcze większy poziom sukcesu."
 
Lider 30 Seconds To Mars Jared Leto, cały weekend spędził na witrynie internetowej zespołu i odpowiadał na przedstawione zarzuty. Stanowczo zaprzeczył też, że zespół zakończy swoją działalność. Pod koniec lipca manager zespołu powiedział MTV News, że to nie koniec, a raczej początek. Band szybko zawita do studia i rozpocznie kontynuację albumu z 2005 roku, „A Beautiful Lie”.

Jared Leto, odniósł się do Virgin i nałożonej kary takimi epitetami: "dawne wydawnictwo płytowe," "kwota śmiesznie przesadzona", "ludzie chorzy umysłowo" i "to jest zupełnie nierealne". Całą sytuację przedstawił w Internecie fanom zespołu.

"Podpisaliśmy umowę na dziewięć lat" napisał. "zasadniczo, jak mówi kalifornijskie prawo, nie mogliśmy zawrzeć umowy dłuższej niż siedem lat. To jest powszechnie znane przez wszystkie wydawnictwa płytowe i praktykowane przez wiele lat. Faktycznie, świadomi tego wytwórnia próbuje sporządzać umowy poza Kalifornią, kiedy tylko to możliwe. To jest prawo, które broni ludzi, zwalnia z przydługiej i niesprawiedliwej, objętej zawodowo umowy. To prawo również dało nam okazję do zbadania innych możliwości".


Leto powiedział, że zespół został podany do sądu nie tylko przez muzykę i dostarczony materiał do wytwórni. „Zostaliśmy pozwani przez korporację, ponieważ około 45 dni temu, skorzystaliśmy z prawa rozwiązania naszej starej umowy. Nawiasem mówiąc nieważnej umowy, bez mocy prawnej”, powiedział. „Podjęliśmy taki krok z kilku powodów, których tutaj nie wymienię”.

Lider zespołu twierdzi, że ostatni album sprzedał się w ponad dwu milionowym nakładzie, co stanowiło dla wytwórni duży zysk, a oni sami nie mieli z tego żadnych profitów. „Jednak wciąż mamy 1.4 miliona dolarów długu. Następna płyta, którą nagrywamy pokryje założony dług”.

Powiedział również, że kilku pracowników EMI straciło pracę. „Straciliśmy ludzi, którzy byli nam bliscy i kochani, pomagali, współpracowali, przyczynili się do sukcesu 30 Seconds To Mars. Parę z tych wielkich osób tam zostało, ale to już nie jest to samo, to nie ta sama drużyna, którą znaliśmy”.

Jared Leto został zmuszony do publicznego ubrania garnituru i stawienia się na sprawę w sądzie i bronienie swoich praw. „Nie chcieliśmy publicznego rozgłosu, ale poczuliśmy, że chcemy wytłumaczyć wszystkim ludziom, przyjaciołom i fanom, co o tym myślimy, jaki jest nasz punkt widzenia. Zawsze robiliśmy ile w naszej mocy, by uniknąć walki, ale czasami warto obstawać przy tym, w co się wierzy. Mamy nadzieję, że przez robienie tego, co słuszne, możemy pomóc zmienić rzeczy na lepsze, dla siebie i być może dla innych”.






***tłumaczenie: mary

sobota, 3 grudnia 2011

"Nie kpij z zespołu"

"Nie kpij z zespołu!"

Jared Leto niewiele rzeczy traktuje na poważnie. O swoim życiu osobistym pozwala pleść dziennikarzom prasy bulwarowej, co im się żywnie podoba. Nie przejmuje się również plotkami, które krążą na temat jego preferencji seksualnych. Co więcej, udzielając niejednoznacznej odpowiedzi, jeszcze je podsyca. W jednym z wywiadów powiedział: - Taki ze mnie gej, że hej! - Zdezorientowany redaktor powtórzył pytanie dotyczące orientacji aktora, na co ten dodał: - Myślę, że mam wiele wspólnego z Morrisseyem. To też niewiele wyjaśnia, bo nie wiaadomo, czy chodziło o talent wspomnianego piosenkarza, czy raczej fakt, że był biseksualny. Jared bowiem sam próbuje sił na rynku muzycznym. I jego zespół 30 Seconds To Mars, jest jedynym tematem, który traktuje śmiertelnie poważnie. Przekonał się o tym gwiazdor "Władcy Pierścieni" Elijah Wood. Młody aktor śmiał przyznać publicznie, że nie podoba mu się muzyka, którą gra kapela Leto. Wkurzony Jared podszedł do Elijaha podczas gali wręczenia nagród MTVU Woodie i nazwał go "pieprzonym dupkiem". Wood był zszokowany. - Jared zachował się tak, jak gdybym znieważył jego rodzinę. To śmieszne - powiedział.





Po zbytnim wtrącaniu się do życia osobistego Jareda Leto i pytaniu o jego orientację seksualną, wokalista wstawił na swojego Twittera coś takiego:


Tłumaczenie: Chcę żebyście wiedzieli, że zdecydowałem się powiedzieć prawdę. Jestem gejem i obecnie z kimś się spotykam. Dzięki wszystkim za wsparcie.

Tak, rozumiemy Twój bulwers ;)

Szukaj na tym blogu